Pora ta już nadeszła, pomyślałem
wtedy,
Cierpiąc jak zdjęty z krzyża, jak z
trumny wyjęty.
Chwila nieunikniona, wyczekiwana
jednak,
Z tym nikczemnym mięsiwem swe trzewia
pojednać.
Parszywe ono strasznie, tak
niewartościowe.
Najsmrodliwsze kawałki, odpadki
kiszkowe,
Nieapetyczne chrząstki. Powinno
odrzucać,
Jednak zje ją się chętnie, wcale nie
dokucza.
O parówce ja mówię, paróweczce
smacznej.
Ach, serdelku niebiański, zjem cię,
wchłonę, wmlaszczę.
Nie sposobna wybrzydzać, nie mam
możliwości
Przetwarzanej tak mocno nie cenić
żywności.
*
Technologio obróbki produktów
zwierzęcych,
Na ochłapy nie będę żałował
pieniędzy,
Bo dzieło twe cudowne, działanie
przedziwne,
Że z tych ochłapów robisz mięso tak
zjadliwe.
Twa bohaterska walka, nieustanne trudy,
Energochłonna praca – chronią nas
od zguby.
Miast po zjedzeniu mięsa wyrzucać
odpadki,
To nimi swe kochane nakarmimy dziatki.
Nieważne, że to oczy, kopyta czy
kiszki,
Nieważne czy to końskie, bydlęce lub
myszki.
A nawet i z kosteczek – nie zrobię
złej minki,
Gdy paczuszka mi rzecze – wieprzowe,
ze świnki.
*
Już bulgocze rondelek, już woda
gorąca,
Już w niej dwójka podłużnych
paróweczek trąca
Nawzajem swe rumiane korpusiki tłuste,
A moje podniebienie gotowe na ucztę.
Widelcem wydobywam, na powierzchnię
dźwigam,
Jak podbierakiem rybę, woda kapie,
spływa
Po serdelczej skóreczce, jak po łusce
pstrąga.
Saletry, konserwantów nozdrzami woń
wciągam.
I dalej, między sosy: majonez i
keczup,
Obok masełka, chleba, leży na
talerzu.
Narzędzia me gotowe: nóż, widelec,
zęby.
Gotowy na konsumpcję. Parówki do
gęby!
*
Gryz pierwszy, drugi, trzeci, pienistą
strukturę,
Trzonowcami swoimi zmieniam w mięsną
chmurę.
Odrobinki różowe, konserwanty płyną
Do żołądka, do jelit, prowadzone
śliną.
Wchodzi mięsko gładziutko, bez
problemów niby,
Lecz coś mi nie pasuje, przeszkadza
jak gdyby
Nie było daniem moim, nie tym co ja
chciałem.
Jednak to są parówki co je
zamawiałem!
Cudem jakim się dzieje, że serdel nie
wchodzi?
Fałszywką ja się karmię? Kto takie
coś zrodził?
Badam opakowanie. Czy to smaki nowe?
Nie, gdzieżby, żadne dziwy! Po prostu
drobiowe...
Z dedykacją dla człowieka, na którego mówią Varmus, który to mi wygarnął, że nic tu się nie dzieje, a spytany o pomysł na temat posta, powiedział, że jedzenie parówek to dobry temat. I chyba mi nie uwierzył gdy mu powiedziałem, że zrobię to w formie jak Mickiewicz Pana Tadeusza napisał.
Poezja...
OdpowiedzUsuń