sobota, 9 marca 2013

Walki

Z chwilowego nieżycia powracam po sesji i piszę dalej. O zdarzeniach na świecie.

Zdarzenia to czasem zadziwiają. A czasem nie, wtedy nie ma o czym pisać. Jak o ostatniej bitwie zakonu Salezjan z rodem Gąsieniców na polach trójmiejskich. Przyszły dwie hołoty, załadowały armaty saletrą (potyczka niskobudżetowa, brak funduszy na czarny proch), coś postrzelali, coś się potłukli, Gąsienice padli pod uderzeniem zakonników (nic dziwnego, górale, to przyzwyczajeni bardziej do walki na halach, na górskim powietrzu), Salezjanie paszporty Polsatu zgarnęli. Nie ma co więcej pisać, dlatego nie o tym dzisiaj.


Zdarzeniem bardziej zaskakującym ostatnio było zakończenie kariery hetmana watykańskiego przez papieża Benedykta. Zdziwienie moje było oczywiście duże, gdyż hetman Benedykt nie stoczył jeszcze swojej bitwy z Najmajami z Półwyspu Jukatańskiego. Zawiodłem się na nim mocno z tego powodu, honor sztuki wojennej, nad którą mecenat sprawuje Polsat wymaga aby zmierzyć się z tymi pieniaczami.

Wiem, wiele razy słyszałem jak to tępe bydło zrobiło sobie z nieumiejętnych w potyczce Najmajów głupie małpy do klepania i wyśmiewania, co by idole mogli na nich swoje kariery podreperować. Jednakże jakkolwiek cyniczne by nie wyglądało nieustanne to tłamszenie zapałów owego środkowoamerykańskiego ludu, działa to ku chwale prawdziwych wartości i wartościowości polsatowskiego wojowania. Nie powinno się w końcu przywalać aby zuchwalstwo i przechwałki w jakimkolwiek stopniu wzięły górę nad ciężką pracą, męstwem i kompetencją. Chwała ze zwycięstw dla chyżych jak rakiety Burnabów z Litwy, nadludzko mocnych Pustelników czy wspomnianych już Salezjan jest w pełni zasłużona.

Ustąpienie papieża hetmana z urzędu z pewnością opóźni jeszcze bardziej ogłoszenie bitwy Watykanu z Najmajami, jakże wyczekiwanej przeze mnie i rzesze katolików, po kalendarzowym incydencie z grudnia ubiegłego roku. Pozostaje tylko mieć nadzieję, że nowo wybrany papież weźmie się żwawo za rozrachunki.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz