niedziela, 31 marca 2013

Ikra

Białe święta są, trzeba by więc napisać coś o białym honorze i białej dumie o karpiu, rybie świątecznej niczym renifer. A nawet i dwa renifery, polane żurawinowym sosem.
Znajomy mój jeden miał rybny staw, z karpiami. Całkiem dobry, nie zamulony, więc karpiki nie smakowały błotem, jak to często bywa u innych. Jednak na drodze rozwoju tego biznesu pojawiły się pewne przeszkody...


Lisy. Od paru ładnych lat ochroniarze środowiska dbają by je szczepiono, bo się wścikają jak się ich nie szczepi. Niby i dobrze, jak spotkam takiego lisa w lesie, to wolę by wścieknięty nie był i na mnie gwałtu żadnego w swoim gniewie nie czynił, niech więc jedzą te zielone kostki od leśników i będą zdrowe.
Niestety, ochrona nie przewidziała, że zdrowe lisy żyją. A jak żyją to się więcej ich robi. A jak się ich więcej robi i do tego żyją, to nie zdychają i jest ich jeszcze więcej. Nie mają wtedy co jeść, bo jedzą, a jak jedzą to ubywa, a nie przybywa. A jak ubywa i nie przybywa to nie zbywa. I natura obrywa. Bażantów ubywa, zając też się zmywa, bo jagód lis nie zrywa. Tylko szcza na nie, zasraniec jeden, a później żryj człowieku bąblowca z jego nerek i umieraj z ręki pasożyta.

W każdym razie, jak już bażantów, susłów perełkowanych i krzaczków do obsikiwania zabrakło, a myśliwi nie wymyślili by do lisów strzelać, tylko się krzywili (bo futra z lisów zbyt tanio schodzą, szkoda prochu, panie), to rude mendy wzięły się za ryby w stawach. No i oczywiście jednym z ich celów stał się staw mojego znajomego. Ponad połowa karpików pożarta lub zaduszona i porzucona na dnie. Choć ikry w czasie tarła nie zjadały, to obszczywały i zarażały (zastanawiam się czasem czemu nie zaczęliby lisom coś i na te pasożyty dawać, jak już zapobiegają wściekliźnie tak hardo).
Próbował znajomy do myśliwych, by wystrzelali, ale nie kwapili się do tego, szkoda kasy na amunicję. A broni własnej nie miał, w końcu nie Ameryka. Jakby u nas taka druga poprawka była, karpiki by po pistolecie miały i reagowałyby na ataki lisów, nie byłoby strzelanin w stawach. Ale niestety. Thanks, Obama!

Nie radził sobie, załamał się, nie pozostało mu już więc nic innego jak prochy. Jak po prochy, to do apteki, jak do apteki, to po to co w telewizji Śrubikowa poleca, czyli suplementy diety.
Niestety, suplement na problemy ze stawami nie pomógł, karpie w końcu zostały wybite co do nogi, płetwy i skrzydła. A z ulotką się zapoznał, nie napisali nigdzie, że na lisy atakujące stawy nie podziała. Mógłby i pozwać firmę farmaceutyczną, ale niestety. Ze zgryzoty zszedł nam kolega, a w sądzie chłodnego nieboszczyka nie wysłuchają. Leży w trumnie bidny, przynajmniej mu suplement diety na zimne stopy i dłonie zakupiłem, co by tak ciężko mu w tym chłodzie nie było. Od innej firmy farmaceutycznej oczywiście, uczciwszej.

Życzę wesołych baranów i reniferów.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz